- Bo myślę - rzekł król - myślę, że ona cierpi. Prawda?
  Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. Nie przytaknął, nie skinął
głową, nie uczynił najmniejszego gestu, ale Foltest wiedział. Znał odpowiedź.

		Ostatnie życzenie: Wiedźmin (s. 25)
%
- Królewna jak królewna. Chuda. I głupawa taka jakaś. Płacze bez ustanku. I
sika w łóżko. Ale Foltest mówi, że to się jej odmieni.

		Ostatnie życzenie: Wiedźmin (s. 36)
%
  W tym samym momencie poczuł, jak na karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa
się i porusza pełznąc niewidzialne stworzątko. Wiedział co to jest.
  Ktoś patrzył.

		Ostatnie życzenie: Ziarno prawdy (s. 46)
%
  Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem
cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina.
- Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią, odmieńcze! - wrzasnął - Na udeptanej
ziemi! Wychodź na podwórzec!
- Coś ci upadło, synku - rzekła spokojnie Nenneke.

		Ostatnie życzenie: Głos rozsądku 3 (s. 77)
%
- Czy mogę wiedzieć do czego zmierzasz?
- Do niczego. Wypiłam trochę i filozofuję, szukam prawd ogólnych.

		Ostatnie życzenie: Mniejsze zło (s. 106)
%
- Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę. Zauważ, że nie powiedziałam: "Mogę
cię kupić", bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. Prawda, że
to ogromna różnica?
- Ogrom tej różnicy umknął jakoś mojej uwadze.
- Wytężaj więc bardziej uwagę, kiedy mówię do ciebie.

		Ostatnie życzenie: Kwestia ceny (s. 136)
%
- Diaboł - wyrecytowała babka. - Takoż zwany rokita albo silvan. Przeciw
chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony. Chceszli go z
opola wygonić, tako uczyć...
- No, no - zamruczał Jaskier.
- Weźmij orzechów jedną przygarść - ciągnęła babka, wodząc palcem po
pergaminie. - Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą. Miodu łagiewkę,
dziegciu drugą. Mydła szarego faskę, twarogu drugą. Kędy diaboł siedzi, pójdź
nocną porą. A jeść pocznij orzechy. Wraz diaboł, któren łakomy jest,
przybieży i spyta, smaczne li. Wonczas daj onemu kulki żelazne.
- A żeby was cholera - mruknął Jaskier. - A żeby was pokręciło...
- Cicho - rzekł Geralt. - No, babciu. Dalej.
- ...zębów nadłamawszy, diaboł, baczywszy, jak miód jesz, takoż miodu
zapragnie. Daj onemu dziegciu, a sam twaróg jedz. Posłyszysz niebawem, jak
diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy, ale pozór daj, jakoby to nic. A zechce
diaboł twarogu, daj onemu mydła. Po mydle zasię diaboł nie zdzierży...
- Doszliście do mydła? - przerwał Geralt z kamienną twarzą, odwracając się w
stronę Dhuna i Pokrzywki.
- A gdzie tam - stęknął Pokrzywka. - Aby do kulek. Och, panie, dał on nam bobu,
gdy kulkę ugryznął...

		Ostatnie życzenie: Kraniec świata (s. 187-188)
%
Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków
podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem. Rzeźby na słupkach wyobrażały
nimfy i faunów, w różnych pozycjach. Niektóre pozycje były interesujące.
Niektóre idiotycznie śmieszne. Wiele się powtarzało. Ogólnie rzecz biorąc.

		Ostatnie życzenie: Ostatnie życzenie (s. 231-232)
%
- Sram na sprawiedliwość! - wrzasnął burmistrz, nie bacząc, że pod oknami mogą
stać wyborcy.

		Ostatnie życzenie: Ostatnie życzenie (s. 261)
%
- Skóra się zrasta - Denis Cranmer utkwił w wiedźminie swe stalowe oczy i
wytrzeszczał zęby - A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka,
powód do sławy i chwały, której tak życzyła mu kapituła. Rycerz bez blizny to
kutas, nie rycerz. Zapytajcie go, hrabio, przekonajcie się, że jest rad.
  Tailles wił się na ziemi, pluł krwią, skowytał i wył, wcale nie wyglądając na
uradowanego.

		Ostatnie życzenie: Głos rozsądku 7 (s. 282)
%
- Ależ ty łżesz, Jaskier.
- Nie łżę, tylko ubarwiam, a to jest różnica.

		Miecz przeznaczenia: Granica możliwości (s. 20)
%
- U nas, w Crinfrid - mruknął Boholt - trzymają takich w obórce, na łańcuchu, i
dają kawałek węgla, wtedy oni na ścianach cudności malują.

		Miecz przeznaczenia: Granica możliwości (s. 32)
%
- Ty Yarpen - Yennefer zmrużyła oczy, obracając głowę w stronę krasnoluda -
lepiej milcz. Od pierwszego dnia ostentacyjnie traktujesz mnie jak powietrze,
więc rób tak dalej, nie przeszkadzaj sobie. Bo mnie to również nie
przeszkadza.
- Co też wy, pani. - Yarpen pokazał w uśmiechu nierówne zęby. - Niech mnie
kleszcze oblezą, jeśli nie traktuję was lepiej niż powietrze. Powietrze dla
przykładu, zdarza mi się zepsuć, na co wobec was nie ośmieliłbym się żadną
miarą.

		Miecz przeznaczenia: Granica możliwości (s. 32-33)
%
- Hej, ty tam! - zaryczał, biorąc się pod boki. - Smoku chędożony! Słuchaj, co
ci rzeknie herold! Znaczy się ja! Jako pierwszy honorowo weźmie się za ciebie
obłędny rycerz Eyck z Denesle! I wrazi ci kopię w kałdun, wedle świętego
zwyczaju, na pohybel, tobie, na radość biednym dziewicom i królowi
Niedamirowi! Walka ma być honorowa i wedle prawa, ziać ogniem nie lza, a
jeno konfesjonalnie łupić jeden drugiego, dopokąd ten drugi ducha nie
wyzionie albo nie zemrze! Czego ci życzymy z duszy, serca! Pojąłeś smoku?

		Miecz przeznaczenia: Granica możliwości (s. 61)
%
  Nie wstając, Yennefer niedbale machnęła ręką i wypowiedziała zaklęcie. Woda z
szaflika wraz z tą rozlaną na podłodze i tą ociekającą z Geralta szumiąc
skupiła się w półprzezroczystą kulę i ze świstem wyleciała przez okno.
Usłyszał głośny plusk.
- A bodaj was zaraza, kurwie syny! - rozległ się z dołu rozsierdzony wrzask. -
Nie macie gdzie szczyn wylewać? A bodaj was wszy żywcem zżarły, bodajby was
pokaziło, bodajbyście zdechli!
  Czarodziejka zamknęła okno.
- Psiakrew, Yen - wiedźmin zachichotał. - Mogłaś rzucić wodę gdzieś dalej.
- Mogłam - mruknęła. - Ale mi się nie chciało.

		Miecz przeznaczenia: Okruch lodu (s. 83)
%
- Dym w oczy, wiedźminie, nic, aby dym w oczy. Straszycie ludzi niby pszczelarz
pszczoły dymem i smrodem, tymi waszymi kamiennymi twarzami, tym gadaniem,
plotkami, które pewnie sami o sobie rozpuszczacie. A pszczoły uciekają przed
dymem, durne one, miast wbić żądło w wiedźmińską rzyć, która spuchnie
naonczas jak każda inna. Mówią o was, że nie czujecie jak ludzie. Łeż to.
Gdyby którego z was dobrze dźgnąć, poczułby.
- Skończyłeś?
- Tak - powiedział Cykada, oddając mu miecz. - Wiesz co mnie ciekawi,
wiedźminie?
- Wiem. Pszczoły.

		Miecz przeznaczenia: Okruch lodu (s. 94)
%
[Yennefer] Posiadała też wielce udatnie wypchanego jednorożca, na którego
grzbiecie lubiła się kochać. Geralt był zdania, że jeśli istniało miejsce
gorzej nadające się do uprawiania miłości, to był nim chyba tylko grzbiet
żywego jednorożca. W przeciwieństwie do niego, który łóżko uważał za luksus i
cenił sobie wszystkie możliwe zastosowania tego wspaniałego mebla, Yennefer
potrafiła być szalenie ekstrawagancka. Geralt przypomniał sobie miłe momenty
spędzone z czarodziejką na pochyłym dachu, w pełnej próchna dziupli, na
balkonie, i to cudzym, na balustradzie mostu, na chybotliwym czółnie na rwącej
rzece i w czasie lewitacji trzydzieści sążni nad ziemią. Ale jednorożec był
najgorszy. Któregoś szczęśliwego dnia kukła załamała się jednak pod nim,
rozpruła i rozleciała, dostarczając licznych powodów do śmiechu.

		Miecz przeznaczenia: Okruch lodu (s. 95)
%
- Aha, Geralt, zapomniałem spytać, jak tam z Yennefer?
- Nijak.
- Rozumiem.
- Gówno rozumiesz.

		Miecz przeznaczenia: Wieczny ogień (s. 122)
%
- Wiecie, panie Jaskier - powiedział, siadając za ogromnym, mahoniowym stołem,
zawalonym pergaminami. - Zupełnie inaczej was sobie wyobrażałem. A znam wasze
piosenki, znam, słyszałem. O królewnie Vandzie, która utopiła się w rzece
Duppie, bo nikt jej nie chciał. I o zimorodku, co wpadł do wychodku...

		Miecz przeznaczenia: Wieczny ogień (s. 149-150)
%
- Zda ci się jeno, że mnie znasz. Nie zapominaj, jestem naturą skomplikowaną.
- Jaskier - westchnął wiedźmin, robiąc się naprawdę senny. - Jesteś cynik,
świntuch, kurwiarz i kłamca. I nic, uwierz mi, nic nie ma w tym
skomplikowanego. Dobranoc.
- Dobranoc, Geralt.

		Miecz przeznaczenia: Trochę poświęcenia (s. 192)
%
- Słuchaj no, obwiesiu - Jaskier wstał i udał, że robi groźną minę. - Brzydzę
się gwałtem i przemocą. Ale zaraz zawołam Mamę Lantieri, a ona wezwie
niejakiego Gruziłę, który pełni w tym przybytku zaszczytną i odpowiedzialną
funkcję wykidajły. To prawdziwy artysta w swoim fachu. On kopnie cię w rzyć,
a ty wówczas przelecisz nad dachami tego grodu, tak pięknie, że nieliczni o
tej porze przechodnie wezmą cię za pegaza.

		Krew Elfów (s. 26)
%
- Trzeba ci wiedzieć, miła Ciri - rzekł Yarpen - że moja babka znała się na
leczeniu jak nikt inny. Niestety, uważała, że źródłem większości chorób jest
nieróbstwo, zaś nieróbstwo najskuteczniej leczy się kijem. Względem mnie i
mojego rodzeństwa stosowała taki właśnie lek głównie zapobiegawczo. Lała nas
przy byle okazji albo i bez okazji. Wyjątkowa to była jędza. A raz, gdy ni z
tego, ni z owego dała mi pajdę chleba ze smalcem i cukrem, to tak mnie tym
zaskoczyła, że z wrażenia upuściłem tę pajdę, smalcem w dół. No a babka
sprała mnie, stara wstrętna rura. A potem dała mi drugą pajdę, tyle, że bez
cukru.

		Krew Elfów (s. 122)
%
- Jedźcie już. Niech Wielka Melitele strzeże was w drodze, moje kochane. Ale
bogini ma na głowie mnóstwo spraw, więc same też się strzeżcie.

		Krew Elfów (s. 295)
%
- Nie drażnij mojego kota - powiedział adwokat uspokajając zwierzątko
głaskaniem. - Poruszyło cię nazwanie kolegą? Przecież to prawda. Ja też
jestem wiedźminem. Ja też wybawiam ludzi od potworów i od potwornych
kłopotów. I też robię to za pieniądze.
- Są pewne różnice - mruknął Geralt, wciąż pod nieprzyjaznym wzrokiem kocura.
- Są - zgodził się Codringher. - Ty jesteś wiedźminem anachronicznym, a ja
wiedźminem nowoczesnym, idącym z duchem czasu. Dlatego ty wkrótce będziesz
bezrobotny, a ja będę prosperował. Strzyg, wiwern, endriag i wilkołaków
wkrótce nie będzie już na świecie. A skurwysyny będą zawsze.

		Czas pogardy (s. 20)
%
- Emhyr var Emreis, Deithwen Addan yn Carn aep Morvudd!
  Biały Płomień Tańczący na Kurhanach Wrogów wszedł na salę. Przemaszerował
szpalerem szlachty swym zwykłym szparkim krokiem, energicznie machając prawą
ręką. Jego czarny strój niczym nie różnił się od stroju dworaków, jeśli nie
liczyć braku kryzy. Ciemne włosy imperatora, jak zwykle nie ufryzowane,
utrzymywała we względnym ładzie wąska złota obręcz, na szyi połyskiwał cesarski
alszband.
  Emhyr dość niedbale zasiadł na tronie na podwyższeniu, oparł łokieć na
poręczy, a podbródek na dłoni. Nie zarzucił nogi na drugą poręcz tronu, co
znaczyło, że ceremoniał obowiązuje nadal. Żadna z pochylonych głów nie uniosła
się nawet na cal.

		Czas pogardy (s. 237)
%
- Co to za cholerne wrzaski, Ori? Co się tam dzieje na placu?
- Żacy obrzucają kamieniami rezydencję nilfgardzkiego posła. Zapłaciliśmy im za
to, hrm, hrm, jak mi się zdaje.
- Aha. Dobrze. Zamknij okno. Jutro niech żacy pójdą obrzucać filię banku
krasnoluda Giancardiego. Odmówił mi ujawnienia kont.
- Giancardi, hem, hem, przekazał znaczną sumę na fundusz wojenny.
- Ha. Niech więc obrzucają te banki, które nie przekazały.
- Wszystkie przekazały.
- Ach, nudny jesteś, Ori. Pisz, powiadam. 

		Chrzest ognia (s. 20)
%
- Na moim sihillu - warknął Zoltan, obnażając miecz - wyryte jest starodawnymi
krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który
ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie.
- Ha - zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. - Więc to są
słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis?
- "Na pohybel skurwysynom!"

		Chrzest ognia (s. 116)
%
- Kompania mi się trafiła - podjął Geralt, kręcąc głową. - Towarzysze broni!
Drużyna bohaterów! Nic, tylko ręce załamać. Wierszokleta z lutnią. Dzikie i
pyskate pół driady, pół baby. Wampir, któremu idzie na pięćdziesiąty krzyżyk.
I cholerny Nilfgaardczyk, który upiera się że nie jest Nilfgaardczykiem.
- A na czele drużyny wiedźmin, chory na wyrzuty sumienia, bezsiłę i niemożność
podjęcia decyzji - dokończył spokojnie Regis. - Zaiste, proponuje podróżować
incognito, by nie wzbudzać sensacji.
- I śmiechu - dodała Milva.

		Chrzest ognia (s. 226)
%
- Nie mów głupstw - elfka skrzywiła usta. - Spakowałam cię i wyniosłam z
Garstangu, by ocalić ci życie. Wrócimy do tego, ale później nieco. Proszę, oto
ręcznik. Oto prześcieradło. Nową suknie dostaniesz po kąpieli. W stosownym
miejscu, w wannie z ciepłą wodą. Już wystarczająco zaszkodziłaś złotym rybkom.

		Chrzest ognia (s. 234)
%
- Twój wiedźmin - powiedziała Francesca - w ciągu jednej tylko godziny zrobił
więcej niż niejeden przez całe życie. Nie rozwodząc się: złamał noge
Djikstrze, uciął głowę Artaudowi Terranovie i bestialsko zarąbał około
dziesięciu Scoia`tael. Ach, byłabym zapomniała: obudził jeszcze niezdrowe
podniecenie Keiry Metz.
- Straszne - Yennefer wykrzywiła się przesadnie. - Ale Keira doszła już chyba
do siebie? Nie żywi chyba do niego urazy? To, że podnieciwszy ją, nie
wychędożył, wynikło z całą pewnością z braku czasu, nie z braku szacunku.
Zapewnij ją o tym w moim imieniu.

		Chrzest ognia (s. 235)
%
- Jaskier! Przytrocz porządniej ten twój tubus! Byłaby szkoda, gdyby pół wieku
poezji urwało się i zgubiło w paprociach.
- Nie ma strachu! Nie zgubię, bądźcie pewni. I odebrać sobie nie dam! Każdy,
kto chciałby mi ten tubus odebrać, pierwej będzie musiał przestąpić nad mym
stygnącym trupem. Można wiedzieć, Geralt, co wywołuje twój perlisty śmiech?
Pozwól, niech zgadnę... Wrodzony kretynizm.

		Wieża jaskółki (s. 109)
%
- Ha! sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano
go na oszukiwaniu w karty.

		Pani jeziora (s. 496)
%
- Żarty na bok, jak powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty goście nagle
zaczęli sinieć i umierać.

		Pani jeziora (s. 496)
%
Od piętnastu lat piszę, pies z kulawą nogą się tym nie interesował, a teraz
jakiś podobno kurwa film nakręcili!

		A. Sapkowski o "Wiedźminie" M. Brodzkiego
%
Za Sapka, to można w mordę dostać.

		A. Sapkowski o zwracaniu się do niego per 'Sapek'
%
Między nami - powiedzieć o polskim żurnaliście, że to niedouczony dyletant,
to jak powiedzieć, że planeta Jowisz większa jest od arbuza. Stwierdzenie
prawdziwe, słabo jednak oddaje skalę problemu.

		A. Sapkowski
%
  Dookoła w księgarniach tandeta, tandetnie napisana, tandetnie przetłumaczona,
tandetnie złożona i tandetnie wydana. I jak to dobrze, jakie to szczęście, że
tak znikomy procent społeczeństwa zwykł był tracić czas na czytanie
czegokolwiek, bo gdyby nie to, czytelnik niechybnie natrafiłby wśród swych
lektur na inkryminowaną tandetę.
  A inkryminowana tandeta - o horrorze! - mogłaby przerodzić się u czytelnika w
tandetne myśli, tak różne od pochłaniających go obecnie myśli podniosłych i
ważnych, obracających się dookoła forsy, urlopu, wódy, dupy i demokracji - not
necessarily in that order.

		A. Sapkowski
%
Sporo ludzi sławnych w owym czasie pomarło. Ha, pewno i urodziło się wielu, ale
jakoś tak jest, że daty narodzin dziwnym trafem w kronikach się nie zapisują i
za cholerę nikt ich nie pamięta, za wyjątkiem może matek i za wyjątkiem tych
przypadków, gdy noworodek miał dwie głowy albo dwa przynajmniej kutasy. A jeśli
zgon, ha, to data pewna, jakby w kamieniu ryta.

		Narrenturm (prolog)
%
  Co kraj, to obyczaj, myślał Reynevan, jakżeż ciekawym jest poznawanie świata
i ludzi. Ślązaczki i Niemki, przykładowo, gdy przyjdzie co do czego, nigdy nie
pozwalają podciągnąć sobie koszuli wyżej niż do pępka. Polki i Czeszki
podciągają same i chętnie, powyżej piersi, ale za nic w świecie nie zdejmą
całkiem. A Burgundki, o, te momentalnie zrzucają wszystko, ich gorąca krew
podczas miłosnych uniesień nie znosi widać na skórze ani szmatki. Ach, cóż za
radość poznawać świat. Piękną musi być krainą Burgundia. Piękny być musi
tamtejszy krajobraz. Góry strzeliste... Pagórki strome... Doliny...
- Ach, aaach, mon amour - jęczała Adela von Stercza, lgnąc do dłoni Reynevana
całym swym burgundzkim krajobrazem.

		Narrenturm (rozdział pierwszy)
%
  Na ten widok zdenerwował się staruszek przeor. Poczerwieniał jak wiśnia,
zaryczał jak lew i rzucił się w bitewną gęstwę, rażąc na prawo i lewo srogimi
ciosami palisandrowego krucyfiksu.
- Pax! - wrzeszczał, bijąc. - Pax! Vobiscum! Miłuj bliźniego! Swego! Proximum
tuum! Sicut te ipsum! Skurwysyny!

		Narrenturm (rozdział pierwszy)
%
  Jeszcze inni twierdzili, że był Flutek czesławskim proboszczem, który w porę
wyczuł koniunkturę, przystał do husytów i z neofickim zapałem właził Żiżce
w dupę tak skutecznie, że dochrapał się stanowiska. Reynevan właśnie tym
ostatnim słuchom skłonny był wierzyć - Flutek musiał być księdzem, przemawiały
za tym jego łajdackie zakłamanie, dwulicowość, potworny egoizm i niewyobrażalna
wręcz pazerność.

		Boży Bojownicy (str. 26)
%
  Zabawa "U Mejzlika" dochodziła już - a częściowo nawet doszła - do etapu,
który Szarlej nazywał: "Wino, śpiew, womit". Kobieta nieprzypadkowo wyłączona
była z zestawienia.

		Boży Bojownicy (str. 36)
%
- Bywaj Samsonie. Aha, zapomniałem ci podziękować. Za telepatycznie przekazywane
sugestie. To dzięki nim tak gładko poszło nam ze Smirzyckim.
  Samson spojrzał na niego, a jego kretyńskie oblicze rozjaśnił nagle szeroki
kretyński uśmiech.
- Poszło gładko - powiedział - dzięki twemu sprytowi i inteligencji. Ja mało
pomogłem, niczym się nie przysłużyłem, jeżeli nie liczyć rzucenia w Smirzyckiego
beczką. Co się zaś tyczy sugestii, to żadnych ci nie dawałem. Telepatycznie
ponaglałem cię tylko, prosiłem, byś się spieszył. Bo okropnie chciał mi się
sikać.

		Boży Bojownicy (str. 58)
%
- Jakież trudne słowo - wykrzywił się Fraundinst. - W Małej Szmiedawie, mojej
wsi, na takich jak Axleben nie mawiało się "ekstrawagancki". Mawiało się prosto,
przaśno i zwyczajnie: pieprzony, nadęty cham.

		Boży Bojownicy (str. 85)
%
Stabilny i łatwo zapalny granulat otrzymywano poprzez zraszanie mielonego prochu
ludzkim moczem, przy czym najlepsze efekty dawał mocz ludzi dużo i często
pijących. Nie dziwota tedy, że proch wytwarzany w Polsce cieszył się na rynku
zasłużenie dobrą renomą, a polskie młyny prochowe zasłużoną sławą.

		Boży Bojownicy (str. 535)
